Porady miłosne
Nie odpisała - co to znaczy?
W poprzednim artykule zastanawialiśmy się jak rozpocząć internetową znajomość. Wyjaśniliśmy sobie kilka sposobów gdzie i jak znaleźć naszą sympatię. Wiemy, więc teoretycznie jak rozpocząć internetową znajomość, więc przechodzimy do praktyki. Piszemy do naszej wybranki pierwszego maila. Jak już pisaliśmy, pierwsza wiadomość do niej nie powinna opierać się tylko na słowach "Cześć jestem Konrad, mam 20 lat, studiuje w Koninie, bardzo mi się podobasz. Napisz mi coś o sobie!". Taka wiadomość w większości przypadków automatycznie Cię dyskwalifikuje.
- Napisałem maila do dziewczyny, która znalazłem na randkach w Gery.Pl. Ta dziewczyna jest niesamowita. Od razu jak tylko przeczytałem informacje w jej wizytówce mi się spodobała, a jak spojrzałem na jej zdjęcie to oszalałem na jej punkcie. Nie ważne, że jest z Katowic, a ja z Gdyni. Bardzo chce ją poznać. Chce, ale niestety nie mam pojęcia jak. Napisałem maila, czekam już tydzień na odpowiedź, a ona nie daje znaku życia" - takiego maila wysłał do nas Michał z Gdyni.
Zapytaliśmy go, co napisał w mailu do tej dziewczyny. Kiedy przeczytaliśmy jego treść, sami myśląc o poważnym związku byśmy na niego nie odpisali. Wiadomość powinna wyrażać nasze uczucia. Musimy pisać szczerze, to co myślimy i czujemy. Nie możemy obawiać się tego, że coś się nie spodoba w nas naszemu potencjalnemu partnerowi. My, serwis randkowy, wierzymy w coś takiego, jak miłość od pierwszego wejrzenia, wierzymy w to, że ludzie dla miłości potrafią się zmieniać, dlatego jeśli uważasz, że dla tej osoby, potrafisz zmienić swój świat, napisz jej o tym.
Przeanalizuj dokładnie wizytówkę swojej sympatii, sprawdź co lubi, czego nie. Znajdź dla Was wspólny temat, który może Was oboje zainteresować. Analiza podstawowych informacji o danej osobie wydaje się błaha, ale w gruncie rzeczy wcale taka nie jest. Jeśli ktoś pisze w wizytówce, że lubi psy, to znaczy, iż jest najprawdopodobniej osobą o bardzo dużej wrażliwości, jeśli pisze, że nie lubi mleka, to od razu możemy się domyśleć, że nie lubi kakao, i nie jada rano płatków śniadaniowych. Przykłady, które podaliśmy są akurat błahe, ale wizytówki waszych potencjalnych sympatii mówią o nich bardzo wiele, więc jeśli myślimy już poważnie o znajomości z daną osobą, musimy dokładnie przyjrzeć się jej opisowi, i napisać do niej odpowiedniej treści wiadomość.
Dlaczego nie odpisała? Powodów może być kilka, a nawet kilkanaście. My wymienimy te podstawowe:
- Mail który do niej wysłałeś był standardowy, zwykły, nieciekawy, niemądry, mało atrakcyjny, bez werwy. Ona szuka raczej kogoś na poważnie, więc zaskocz ją swoją osobowością. Przeanalizuj dokładnie jej wizytówkę.
- Jeśli uważasz, że mail którego do niej wysłałeś był raczej ciekawy, i nie masz ku temu wątpliwości, powodem może być to, iż wiadomość do niej nie dotarła. Spróbuj wysłać ją jeszcze raz. W najgorszym przypadku, całkowicie nie przypadłeś jej do gustu i nie ma co próbować raz trzeci, choć mówią że "Do trzech razy sztuka".
- Już kogoś znalazła. Jeśli tak by się zdarzyło, a ona nie odposała, nie masz czego żałować. Nie jest Ciebie godna, bo nie miała ani odwagi, ani kultury aby Ci o tym napisać.
- Nie korzysta już z tego serwisu randkowego. Problem chyba w tym największy. Największy wtedy, gdy nie znasz jej adresu e-mail, bo np. serwis randkowy tego zabrania. Ale znasz jej nick. Większość osób używa tego samego nicka we wszystkich serwisach. Tutaj pomoże jak zwykle GOOGLE.PL.
To najczęstsze powody dla których mogła nie odpisać. Pamiętaj! Znajomość internetowa, wcale wbrew pozorom nie jest łatwiejsza do ropoczęcią niż ta w "real", dlatego tutaj też musisz się postarać.
Przechwałki
Nie raz zdarzyło Ci się słuchać o jego wyczynach. Jakim to on nie jest świetnym kierowcą, jak to umie doskonale kojarzyć fakty, wogóle jak świetnie tańczy no i jak wspaniale umie kokietować kobiety. Wszystkie te przechwałki słyszałaś nie raz. Zapewne kilka razy miałaś ochotę ( a może to zrobiłaś :) powiedzieć co tak naprawdę o nim sądzisz. I o jego "wielkich" wyczynach.
Czy jednak przechwalanie się nie jest desperackim wołaniem 'spójrz na mnie, zobacz jaki jestem za***y?' Czy te wszystkie głupie, z Twojego punktu widzenia, teksty nie mają za zadania wzbudzić w Tobie zainteresowania? Czy nie rozumiesz, że faceci myślą inaczej?;-)
To co jemu wydaje się super, dla Ciebie nie ma znaczenia. To co on uważa za ciężkie do zrobienia - Ty przyjmujesz ze spokojem, bo uważasz zupełnie inaczej. Facet to facet - lubi być chwalony a nawet uwielbiany. Musisz dać mu do zrozumienia, że ta jego przykładowo 'ciężka' praca to faktycznie straszna rzecz. Rozpieszczaj go słówkami typu 'może jesteś przepracowany' itp:)
Przykładów przechwalania się facetów można wyliczać i wyliczać. Nie jestem od oceniania, ale uważam, że gdyby nie to, świat byłby nudny. Ile przyjemności czerpiemy z tego jak patrzymy na naszych pracusiów, którzy tylko czekają na nasze pieszczotliwe słówka:)))
Podsumowując - przechwalanie się wcale nie musi być złe. Wystarczy wyrobić sobie odpowiedni do niego stosunek. Nikt nie każe Ci na to patrzeć z entuzjazmem, ale również nikt nie każe Ci się tym denerwować. Myślę, że znalezienie złotego środka to recepta na mężczyzn. I na ich przechwałki:)
autor: Beata
Jak rozpocząć internetową znajomość?
Ludzie mówią, że Internet jest na tyle anonimowy, że rozpoczęcie nowej znajomości za jego pomocą jest proste dla każdego i niesprawiające problemu nikomu. Prawdy w tym i dużo, ale nie do końca. - Poznałem kiedyś przez Internet dziewczynę. Cudownie mi się z nią rozmawiało. Miałem wrażenie, że jest tą jedyną, że jest moim ideałem. Wspaniale było do niej mówić i jej słuchać, do momentu, kiedy się spotkaliśmy. Po naszej pierwszej randce "na żywo" kontakt powoli zanikał, aż wygasł do końca i w tym momencie nie wiem nawet, co się z nią dzieje. Może nie spodobałem jej się fizycznie, a może nie byłem już tak otwarty "na żywo" jak przez Internet? - opowiadał uczeń liceum z Bydgoszczy. W takich przypadkach wychodzi właśnie cała prawda o internetowych spotkaniach. Ale zacznijmy od początku. Jak rozpocząć internetową znajomość? Istnieje wiele możliwości. Można zacząć rozmowę na czacie, można poszukać osoby w katalogach komunikatorów internetowych, albo np. na forum. My jednak szukamy osoby podobnej do nas, z cechami charakteru, które nam odpowiadają, osoby która ma cel taki jak my, czyli przyjaźń, miłość? itd. W takim przypadku najlepszą metodą na znalezienie swojej wymarzonej osoby są serwisy randkowe. Za ich pomocą, można spokojnie znaleźć wśród tysięcy osób, kogoś kto nam przypadnie do gustu. Problem teraz w tym, czy aby my przypadniemy do gustu tej osoby. I tu jak w życiu, zaczynają się "schody". Jak zacząć rozmowę? Co napisać? Zacząć od razu konkretnie, czy raczej dyskretnie i spontanicznie?
To jak zacząć zależne jest o osoby, z którą chcemy się poznać. Musimy pamiętać, że osoba ta też zarejestrowała się w serwisie po to, aby kogoś poznać. Na pewno nie siedziałaby przed komputerem i nie wklepywała w okienka rejestracji informacji o sobie bez celu. Tu jest nasz punkt zaczepienia. Wiemy, na pewno, że osoba ma podobny cel do naszego. Chce rozpocząć internetową znajomość, a później może i nawet coś więcej. Po kolei, więc. Otwórz okienko wiadomości i przywitaj się grzecznie. Napisz "Witaj, pisze do Ciebie ktoś, kto ma cel taki jak Ty.". Początek mamy, co dalej? W dalszej części wiadomości, możesz napisać, coś o sobie, nawet kopiując dokładnie informacje zawarte w Twojej wizytówce randkowej. Nie rozpisuj się jednak za dużo. Bądź lekko tajemnicza/y. Napisz co lubisz. Pod żadnym pozorem nie pisz przy pierwszej wiadomości o tym, czego nie lubisz, może to wystraszyć osobę, do której piszesz, a przecież nie o to Ci chodzi. Zawsze w późniejszym etapie znajomości, możecie rozpocząć burze mózgów na temat rzeczy czy zjawisk które Was denerwują. Może On, albo Ona zmienią zdanie, i przyznają Ci rację. Może dzięki Tobie osoba ta polubi pomidorówkę, której nigdy wcześniej nie wzięła do ust, albo Ty kupisz sobie psa, bo uznasz że to dobry sposób na wyrobienie w sobie pewnej nuty odpowiedzialności, choć wcale wcześniej o tym nie myślałeś/aś? Na końcu wiadomości napisz coś co pozwoli Ci na zaintrygowanie osoby do której piszesz.
"Żegnam Cię, z nadzieją że nie ostatni raz" lub "Jeśli chcesz poznać mnie takiego jakim jestem naprawdę, napisz." albo "Mógłbym/Mogłabym pisać tak o sobie bez końca, ale przecież nie jestem egoistą/egoistką i chciałbym/chciałabym dowiedzieć się czego o Tobie. Odpiszesz?" tak możesz zakończyć swoją pierwszą wiadomość. Później już niestety nic nie zależy od Ciebie. Jeśli osoba ta nie odpisała, nie załamuj się. Osób w serwisach randkowych jest mnóstwo. Może ta do której pisałeś, znalazła już swoją wymarzoną osobę, i Ty się spóźniłeś/aś? Nie pozwól na to, aby następna osoba nie miała możliwości poznać Cię jako pierwszego/pierwszą. Życzymy powodzenia!
autor: Maciej Maciejewski
Dlaczego nie przyszła na spotkanie?
Umówiliśmy się w klubie w centrum Warszawy - mówi student II roku informatyki z Warszawy i dodaje z miną zasmuconą i drżącym, a zarazem nerwowym głosem - no i nie przyszła, tak po prostu nie przyszła!
Dlaczego nie przyszła? Może jednak była, tylko Ty nie zaczekałeś. Czasem zdarzają się problemy związane z komunikacją miejską, czasem są korki, a zdarza się też, że pies Twojej sympatii (jeszcze osobiście niepoznanej) zachorował i musiała z nim jechać do weterynarza. Pamiętaj, zawsze warto poczekać około 30 min. Przecież i tak przeznaczyłeś na to spotkanie więcej czasu niż te pół godziny prawda? 30 minut to nie kawał czasu, a wiele może wyjaśnić. Na pewno nie umówiłeś się z nią po pierwszej rozmowie na czacie, czy wymianie wiadomości poprzez serwis randkowy. Jeśli decydujesz się na spotkanie powinieneś zaproponować jej wymianę numerów telefonów komórkowych. Zawsze Wasz kontakt będzie łatwiejszy i po nieudanym spotkaniu będziesz mógł do niej zadzwonić. Nigdy nie ukrywaj prawdy o sobie, nie mów o sobie, że jesteś kimś, kim tak naprawdę nie jesteś, nie mów, że jesteś brunetem o niebieskich oczach, kiedy to w rzeczywistości twoje oczy są zielone, a kolor włosów jest jasny. Wtedy nawet, jeśli umówiłeś się z nią w klubie i powiedziałeś, że będziesz miał w ręku czerwoną różę, ona nie będzie szukała róży, tylko Ciebie, takiego, jakiego jej opisałeś. Zdarzyć się jednak mogło, że to ona się wystraszyła sama siebie. Nakłamała Ci przez Internet o sobie, i nie przyszła bo nie wiedziała jak to wszystko odkręcić. Jeśli nie przyszła na spotkanie właśnie z tego powodu, po 30 minutach idź do domu, włącz komputer i napisz do niej maila. Nie szukaj z nią kontaktu na gadu - gadu czy czacie, mail będzie tu najlepszym rozwiązaniem. W taki sposób dasz jej czas na to aby pomyślała nad tym co zrobiła. Napisz w mailu każdy powód tutaj opisany, przez który nie mogła się pojawić podkreślając, że Internet jest niestety medium najbardziej anonimowym i obawiasz się też tego, że mogła oszukać Cię pisząc o swoich cechach wewnętrznych i zewnętrznych.
Innym powodem nie pojawienia się na randce był brak gotowości z jej strony, Nalegałeś, ona mówiła nie, aż w końcu pod wpływem chwili zgodziła się a później tego żałowała i nie wiedziała jak to wszystko odkręcić. Pamiętaj nigdy nie nalegaj zbyt mocno na to abyście się spotkali. Ważna jest zarówno Twoja jak i jej gotowość na ten krok. Pamiętaj na wszystko przyjdzie czas, prędzej czy później. Może nie przyszła bo po prostu zapomniała. Nie mogła zapomnieć? Mogła! To do nas mężczyzn należy inicjatywa. Zawsze warto poprosić ją o potwierdzenie gotowości do spotkania na dzień przed nim, drogą mailową, czy np. sms-em. Jeśli nie otrzymasz potwierdzenia, będziesz wiedział wcześniej, że coś jest nie tak, i zacznij działać.
Podsumowując. Dlaczego nie przyszła na spotkanie:
- Dopadła ją grypa, zgubiła klucze od domu.
- Nie poczekałeś zbyt długo, a jej autobus popsuł się na trasie.
- Nie ustaliliście dokładnie znaku rozpoznawczego i w ten sposób Ty patrzyłeś się na nią, ona na Ciebie, uważając że się nie znacie.
- Ukryliście prawdę o sobie. Ona mogła dowiedzieć się przypadkiem, kim tak naprawdę jesteś, albo sama bała się ujawnić prawdę o sobie.
- Może nie była gotowa na spotkanie z Tobą, bała się, za mało o Tobie wiedziała, a Ty za mocno nalegałeś na ten krok.
- Po prostu zapomniała. Nie poprosiłeś jej o potwierdzenie, a ona po tygodniu szkoły, albo pracy była tak zamyślona innymi sprawami, że wyszło jej z głowy Wasze spotkanie.
autor: Maciej Maciejewski
Dlaczego się nie odzywa?
Zdarza się, że partner z którym obecnie jesteś nie odbiera telefonów, nie wysyła sms-ów, sam nie dzwoni, wydaje Ci się, że Cię unika. Czy warto wtedy od razu zrywać znajomość? Czy może lepiej zrobić podobnie - zacząć go również lekceważyć?
Tutaj niestety pojawia się problem - partner może naprawdę nie mieć pojęcia, że Ty tak, a nie inaczej odbierasz jego spóźnione o 2 godziny sms-y, nie oddzwanianie, brak konktaktu w ciągu dnia... Kiedy jesteście w pracy lub po prostu jesteście zajęci własnymi sprawami ciężko się od nich uwolnić, szczególnie wtedy kiedy nad naszą głową czuwa despotyczny szef:) Weź to pod uwagę, kiedy po raz kolejny Twoja sympatia naciśnie w komórce 'nie odbieraj'.
Przyczyna może być jeszcze inna, bardziej banalna - Twojemu partnerowi/partnerce nie chce się klepać guziczków w telefonie albo nie ma ochoty na rozmowę. Zastanów się, czy lepiej jak wyżyje się na Tobie, czy jak nie odbierze telefonu wogóle?:)
Oczywiście takie sytuacje powinny zdarzać się sporadycznie, jeśli Twój partner nie "wyklepał" ani jednego sms-a w ciągu kilku miesięcy - porozmawiaj z nim o tym. Wszystkie elektroniczne formy kontaktu pomagają przetrwać związkowi ale nie mogą się na nich opierać prawdziwe uczucia. Nie każdy musi lubić to co Ty - dla Niego może być ważny pocałunek po przyjściu do domu, dla Ciebie sms punktualnie w południe:) Skoro Ty podbiegasz do niego kiedy on wraca do domu ( lub na odwrót:), niech On również sprawia Ci przyjemność w postaci 160 znaków na ekraniku Twojej komórki...
Pamiętaj, nigdy nie kładź na szali całego związku z elektronicznymi formami kontaktu. Najważniejsza jest miłość oraz ten czas kiedy jesteście razem, a nie liczba wysłanych sms-ów i przegadanych minut. Nic nie zastąpi tego kontaktu, kiedy jesteście tylko we dwoje. Żadne komórki, telefony, faxy czy nawet komputery z kamerkami. Chociaż kto to wie...:)
autor: Asalkse
On bierze narkotyki
Czy narkotyki mogą być przyczyną rozpadu związku? To najgłupsze pytanie jakie można zadać... No ale człowiek uczy się na błędach, więc i ja niestety musiałam to przerobić...
Mój chłopak nigdy nie stronił od narkotyków - przynajmniej tych miękkich. Kiedy byłam w liceum nie było chyba takiego dnia, w którym nie poszedłby z kumplami na jointa. Może przesadzam, nie było aż tak tragicznie. Prawdą jednak jest to, że palił te 'nieszkodliwe', miękkie narkotyki bardzo często. Nigdy nie sięgał po nic więcej, nie brał amfetaminy, która inni moi znajomi brali nałogowo. On 'tylko' palił...
Powiecie - wszystko ok, skoro nie sięgał po mocniejsze rzeczy. Niestety - MYLICIE SIĘ! Nigdy nie wierzcie w to, że palenie marihuany nie jest szkodliwe. Nie jestem lekarzem, nie jestem też przeciw narkotykom - ja ich osobiście nie ruszam, ale tylko dlatego, że nie czuje takiej potrzeby. Wszystko jest dla ludzi, ale w odpowiednich ilościach. Niestety, nałóg to nałóg i teraz już nikt mi nie wmówi że marihuana nie uzależnia, albo nie wpływa na zachowanie człowieka.
Marek na przełomie 3 lat kiedy byliśmy razem zmienił się nie do poznania. Pomimo tego, że 'tylko palił' widzę, że to jeden wielki syf. Wiele rzeczy przestało się dla niego liczyć. Nie tylko ja. Zresztą nie patrze na siebie - on po prostu mógł przestać mnie kochać, co jest naturalne - jednak czy mógł zacząć przestać szanować swoje rodzeństwo, rodziców a nawet niektórych kolegów??? Tak po prostu? To akurat niemożliwe. Jego przyjaciele odwrócili się od niego, ponieważ nie da się z nim wytrzymać. Zrobił się inny.
Strzeżcie się przed związkami w których są narkotyki. Obojętnie czy bierze on czy ona. Coś takiego nie ma prawa bytu. Zresztą róbcie co chcecie. Ja wiem jedno - narkotyki ZA CZĘSTO to syf jakich mało. Jest wiele innych przyjemności typu alkohol ( też z umiarem ), podróże, seks... Po co do tego dokładać drugi? Dla zabawy? Z nudy? Nie znam żadnych poważnych argumentów które by to pochwalały...
Dlaczego to piszę? Ponieważ przed moją ostateczną decyzją Marek zadał mi jedno pytanie które mną wstrząsnęło. Szczerze mówiąc - świat zawalił mi się na moich oczach. Kiedy powiedziałam mu o tym, że mam go dosyć i chcę z nim zerwać, on zadał mi jedno krótkie pytanie - 'zapalisz?'...
autor: Miśka
Nie wierz we wszystko, co mówią inni. Zaufanie to podstawa!
W każdym związku przychodzi czas, kiedy druga strona słyszy - "a wiesz co on/ona zrobiła???". Zazwyczaj nasza ciekawość jest na tyle silna, że chętnie słuchamy co takiego się stało... I zaczynają się problemy.
W zależności od charakteru, każdy może na swój sposób przyjąć takie wywiadowcze informacje. Zachowanie na imprezie, obgadywanie partnera w kręgu przyjaciółek lub tysiące innych możliwych rzeczy - słysząc je z ust osoby, która chce nam o nich opowiedzieć, trzeba pamiętać o jednej podstawowej zasadzie. Nigdy nie wierzmy we wszystko. Co, jeśli nie będziemy nimi zachwyceni? Awantura gwarantowana, chyba że...
Związek bez zaufania nie może nazywać się związkiem. Te najbardziej trwałe oparte są na 100% zaufaniu do drugiej osoby. Zaufanie jednak bardzo łatwo podważyć, a nawet zniszczyć. Od tego właśnie są nasi pseudo przyjaciele, opowiadający niestworzone historie o partnerze. Ubarwione wydarzenia stają się przyczyną kłótni, nieporozumień, a czasami nawet rozpadu związku. Czy to wszystko jest potrzebne? NIE! Wystarczy odpowiednio przyjmować takie informacje, a następnie je weryfikować z partnerem. Faktem jest, że partner który "nie gra czysto" do niczego się nie przyzna, jednak na tym polega właśnie miłość. Ryzyko jest w nią wpisane. Albo ufamy, albo zadowalamy się wierzchołkiem góry o nazwie "Prawdziwe uczucie".
Napisany wyżej tekst nie jest poradą, on jest zasadą. Jaka to miłość, skoro bez przerwy sprawdzamy co robi nasz partner? Jaka to miłość, skoro decydujemy się na szpiegowanie go? Bo właśnie tak można nazwać prośbę do koleżanki - "powiedz mi, co ona robiła na imprezie". Nie dajmy się zwyciężyć emocjom. Nie kontrolujmy każdego kroku tej drugiej połówki. Zazdrość to zdradliwe uczucie. Czasami może pomagać, zazwyczaj jednak szkodzi. Kiedy Twój związek będzie oparty tylko i wyłącznie na sprawdzania czy on/ona jest w porządku... to nie będzie żaden związek:(
autor: Asalkse
Oddaj moje zdjęcia! - Czy to jest w porządku?
Kiedy coś się kończy, zaczyna się problem. Problem z zerwaniem, problem z dalszą znajomością, problem jak to powiedzieć, same problemy:) Czy warto dokładać do nich jeszcze jeden? Mianowicie, prosić o zwrot rzeczy ( konkretnie zdjęć ), które kiedyś daliśmy drugiej osobie?
Nie jestem wszystkowiedząca, nie wiem czy tak powinno się robić czy nie. Z jednej strony, skoro coś jest już skończone, dlaczego ktoś ma trzymać moje zdjęcia? Niby ma w tym nic złego, że wrócą one do właściciela. Z drugiej jednak czy tak wypada? Czy to nie jest zachowanie nawet chamskie?
Myślę, że dobrym porównaniem jest oddanie książki do biblioteki. Zanosimy coś do miejskiej biblioteki, ta książeczka tam leży, a po 3 latach, kiedy wyprowadzamy się z miasta idziemy znowu do tego miejskiego składowiska wiedzy i prosimy o zwrot książki. Śmieszne? To prawda. Więc co z tymi zdjęciami, czy możemy je odbierać?
Nigdy nic nie zabierajmy, chyba że ten ktoś poczuje się sam do tego, żeby oddać. Skoro kiedyś daliśmy, dlaczego teraz mamy mieć prawo to zabierać? "Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera" - każdy zna to przysłowie, więc niech każdy je również rozważy wtedy, kiedy pomyśli o odebraniu swoich fotografii osobie, która kiedyś była dla nas najważniejsza.
autor: Asalkse
Czy warto korzystać z serwisów randkowych?
Na to pytanie odpowiedziało pozytywnie grubo ponad milion polskich internautów ( biorąc pod uwagę liczbę użytkowników konkurencyjnych serwisów ). Zarówno kobiety jak i mężczyźni, pomimo tego iż większość z nich nie wierzy w 'uczucie przez kabel' - rejestruje się i korzysta z serwisów randkowych. Nie wszyscy znajdują od razu wielką miłość swojego życia, ale już zdarzają się przypadki ślubów dzięki takim serwisom. Napewno większość z randkowiczy poznała nowych ludzi, z którymi dobrze im się rozmawia. To niepodważalny fakt. Faktem jest również to, iż duża liczba osób decyduje się na spotkania w rzeczywistości, co sprawia iż internetowe znajomości przenoszonę są do real'a...
Wiele osób właśnie dzięki serwisom randkowym poznało swojego najbliższego przyjaciela/przyjaciółkę. Chyba dużo łatwiej zwierzać się z najskrytszych tajemnic osobie, którą znamy tylko przez sieć. Oczywiście aby móc tej drugiej osobie w miarę zaufać potrzeba czasu - to akurat nie zmienia się ani w real'u ani w sieci:) Kolejną zaletą jest praktycznie zerowe prawdopodobieństwo braku oddzewu wobec Twojej osoby. Jeżeli umieścisz swoje zdjęcie wśród innych randkowiczy, masz pewność, że na 99,9% ktoś się do Ciebie w niedługim czasie odezwie. Z praktyki i doświadczenia wiem, że zarówno kobiety jak i mężczyźni mają przeważnie przynajmniej jednego maila w swojej skrzynce kontaktowej. Ta osoba wcale nie musi wyglądać jak Miss ani Mister:)
Tak czy inaczej - 60% polskich internautów to osoby samotne. Mogłabym podać kilka przykładów osób, które za nic w świecie nie wierzyły w miłość przez sieć. A jednak...:) Czasami kilka literek od naszego sieciowego przyjaciela znaczy więcej niż półgodzinna rozmowa ze znajomym. Nasza wyobraźnia potrafi działać cuda, potrafi również oddziaływać na nasze uczucia. Jeśli należysz do osób, które nie są w stanie przyjąć do wiadomości faktu, iż można się przez sieć zakochać - trudno, nikt nie będzie Cię do tego przekonywał. Ale nie zdziw się jak któregoś dnia wstaniesz i pobiegniesz do komputera sprawdzić czy jest już może odpowiedź od Twojego randkowego wybranka:)
Przyjaźń, nowe znajomości, być może wielka miłość... Czy ktokolwiek teraz z czystym sumieniem powie, że dla takich argumentów nie warto korzystać z randkowych serwisów?:)
Autor: Asalkse
Dla kogo stworzono i rozpowszechniono serwisy randkowe?
Wchodzisz na jedną z miliardów stron internetowych... Patrzysz - a to serwis randkowy. Zamykasz przeglądarkę? Jeśli jesteś sceptycznie nastawioną osobą do znajomości internetowych - owszem. Jednak weź pod uwagę to, że takie serwisy powstały również dla Ciebie! Każdy z nas rozmawia z kimś przez internet. Serwis randkowy ma za zadanie łączyć w pary samotne osoby. I taki jest stereotyp. Ale przecież nie tylko do tego celu zostały napisane!
Wiele osób zaznacza w swoich profilach, że poszukuje tylko przyjaźni, nowych znajomości. Nikt nikomu nie każe się zakochiwać a tym bardziej brać slubu z innymi randkowiczami! W takich serwisach masz szansę dowiedzieć się przed napisaniem maila, kim jest ta osoba, jakie ma upodobania, czego szuka, czy jest samotna etc. Takich informacji nie znajdziesz na chat-ach, irc-u bądź gdziekolwiek indziej. Serwis randkowy można w jakimś stopniu porównać do katalogu stron www. Tam również są opisane linki - tak i tutaj masz dostęp do 'katalogu' opisanych randkowiczy:)
Odpowiadając na główne pytanie - serwisy randkowe są dla wszystkich internautów, bez względu na płeć, wiek, upodobania i miejsce zamieszkania. Wszyscy wszędzie chcą z kimś porozmawiać - to naturalne. Serwisy randkowe są po to, aby to umożliwiać i w jak największym stopniu ułatwiać...
Asalkse
Jestem z Nim, a jest jeszcze ktoś...
Moja historia pewnie nie jest niczym zlym, ale wstydze sie nia podzielic nawet z najblizsza przyjaciolka... Nie wiem jak zareagowałaby ona na moje miłosne historyjki. Bo tak można nazwać mój przypadek... Zacznę od może od tego jak poznałam Michała. To było w 2 klasie liceum, niby byłam gówniarzem a jednak mieliśmy takie dorosłe spojrzenia na świat. Zarówno ja i Michał potrafiliśmy dyskutować na temat przyszłości Polski, świata, polityki ale również i na bardziej banalne - muzyka, kino, teatr... Nie chcę przedstawiać Michała w samych superlatywach ale on był po prostu wspaniały! Spełniał wszystkie moje wymagania jeżeli chodzi o chłopaka - był starszy ( 25 lat ), wyższy ode mnie :), ciemny brunet i tak dalej:)
Oprócz rozmów, w późniejszym czasie połączył nas również temat seksu gdzie również znaleźliśmy wspólny język:) Będąc w klasie maturalnej sądziłam że łączy nas już tyle rzeczy, że nic nie jest w stanie zachwiać naszym związkiem. Zaczęliśmy myśleć o studiach i o wspólnym mieszkaniu. Pomijając wszelkie małe kłótnie, doszliśmy do porozumienia:) Na całe szczęście nie musiałam nigdzie wyjeżdżać ponieważ mieszkamy w dużym mieście. Kiedy dowiedziałam się o tym, że zostałam przyjęta na uczelnie - byłam w siódmym niebie. Wiedziałam, że teraz możemy już znaleźć wspólne mieszkanie i zacząć samodzielnie żyć. Michał pracował, mnie utrzymywali jeszcze rodzice. Nawiasem mówiąc byli i są w dalszym ciągu zadowoleni z mojego wyboru. Pomimo tego iż Michał jest starszy i to prawie o 7 lat, umiał sobie ich zjednać...
Powracając do głównego wątku tego opowiadania - zaczęły się studia. Miałam okazję w końcu przekonać się jak wygląda szkoła bez dzwonków:) Poznawałam masę osób i... Poznałam Krzyśka. Krzysiek był bardzo fajny, umiał mnie rozśmieszyć, miał coś w sobie. Jednak nie zwracaliśmy na siebie uwagi w sensie - Chłopak-Dziewczyna. Byliśmy i jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi. Jednak teraz zaczyna mi go brakować nie jako znajomego, przyjaciela... Po prostu za nim tęsknie. Jak za chłopakiem, pomimo tego że nic między nami nigdy nic się nie 'wydarzyło'. Nie wiem co robić, każdego dnia bije się z myślami. Czuje jak uczucie do Michała powoli wygasa, a jak mocno zaczynam myśleć o Krzyśku... Nie wiem co robić, nie piszę do Was żeby prosić o pomoc ale po to żebyście takich sytuacji się wystrzegali jak ognia. Chociaż... A może tak właśnie ma być? Może to właśnie Krzysiek jest TYM, z kim naprawdę będe szczęśliwa? Na to pytanie musze sobie sama odpowiedzieć - tylko że decyzja może być warta całe moje przyszłe życie...
Ewka
Pieniądze szczęścia nie dają
Zapewne temat na który bede pisała wyda się banalny... "Wszyscy tak mówią, którzy je mają" - powiecie... Jednak moja historia udowodni Wam, że związek nie może być oparty tylko na wartościach materialnych, bo się na tym przejedziecie... I to bardzo!
Nie chce pisać książki, moim celem jest Was przestrzec a nie nudzić moją historią. Także będą to fakty bez zbędnych, kolorystycznych opisów. Oboje z mężem jesteśmy z wykształcenia lekarzami. Poznaliśmy się na studiach, zainteresowaliśmy się sobą nawzajem. Zaczęły się wspólne wieczory, wspólne wyjazdy, wspólne spędzanie wolnego czasu... Układało nam się wspaniale! Połączyły nas pasja zawodowa i marzenia. Mieliśmy plany, które chcieliśmy razem realizować. Wspaniałe perspektywy na przyszłość dawały nam obojgu zabezpieczenia finansowe, które wspólnymi siłami udało nam się wypracować na wyjazdach do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Zaczęliśmy poważnie myśleć o przyszłości. Po studiach wzięliśmy ślub. Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. I tutaj zaczęły się problemy, o których jeszcze nie wiedzieliśmy nic...
Grzesiek bardzo chciał mieć własne mieszkanie, ja również o tym marzyłam. Zaczęliśmy więc odkładać każdy grosz, każdą złotówkę. Każde z nas wspierało drugiego, mówiąc że jeszcze trochę a spełnią się marzenia. Bo było to marzenie... Minęły 2 lata. Udało nam się uzbierać na wspaniałe, przestronne mieszkanie w spokojnej dzielnicy. Udało nam się. Po przeprowadzce byliśmy szczęśliwi ... Do czasu. Po pół roku zaczęliśmy przebąkiwać o domu. Po prostu apetyt rośnie w miarę jedzenia - myślałam że to oznaka snobizmu, ale tak nie było. Po prostu zaczęliśmy myśleć o zielonym trawniku i białym płotku. Znowu mieliśmy marzenie i znowu chcieliśmy je spełnić. Nie każdy ma szansę zrealizować choćby jedno marzenie w życiu, a my...? Dom stał się naszym priorytetem. Znowu zaczęła się udręka i dylematy, czy kupić masło czy margarynę - tego nie zapomnę do końca życia. Nauczyłam się czym różni się 10 groszy od 20. Do złotówki dzialą je jeszcze lata świetlne...
Nie przedłużając - po 3 latach, kupiliśmy dom. Nie było to nic specjalnego, ale to był nasz ukochany dom. Nie muszę opisywać jak bardzo go pokochałam. Zrealizowaliśmy kolejne marzenie! Kiedy wprowadziliśmy się do tego naszego najbardziej wyczekiwanego domu, historia powtórzyła się. Byliśmy szczęśliwi jak mało kto. Wszystko było takie piękne... Po pewnym czasie jednak wszystko stało się smutne i szare - oddalaliśmy się od siebie. Stwierdziliśmy że nie mamy o czym rozmawiać. Nie mamy wspólnych tematów. Nie mamy wspólnych... marzeń? Zatraciliśmy się w tej pogoni za realizacją planów ze snów, za kilkoma ścianami biegliśmy ponad 6 lat. Dopiero z perspektywy czasu stwierdziłam, że od 6 lat z Grześkiem nigdzie nie byliśmy na wakacjach, w kinie, na dyskotece... Nigdzie. Zawsze tłumaczyliśmy sobie, że "jeszcze będzie na to czas". Najważniejsze były złotówki, które skrzętnie odkładaliśmy. Teraz nie ma już czasu. Nie ma również złotówek. Nie ma Grześka. Tamtego Grześka. Nie ma nic...
Małgorzata